Zakupy Broni(sława)

Eksperci nie zrozumieli, ale widocznie się nie znają. Ogłoszony przez polskie Ministerstwo Obrony Narodowej największy w Europie przetarg na dostawę uzbrojenia niedawno się zakończył. Z punktu widzenia ekonomii i jakości uzbrojenia zakończył się kuriozalnie. Z punktu widzenia korzyści politycznych kilku chłopaków z PO – zakończył się bardzo korzystnie, a jego logika jest niepodważalna. Tak na marginesie – tym razem nie będę się czepiał całego „obozu władzy” (jak określa siebie i swoich koalicjantów Bronisław Komorowski), bo nawet vice-przewodniczący sejmowej Komisji Obrony Narodowej, reprezentujący PSL Bartłomiej Bodio do dziś nie jest w stanie pojąć zasadności podjętych decyzji (w przeciwieństwie do szefa rzeczonej Komisji, specjalisty od komarów, Stefana Niesiołowskiego).


A co się właściwie stało? Tak w skrócie – zamierzaliśmy kupić trzy rodzaje uzbrojenia: helikoptery, okręty podwodne i system obrony antyrakietowej. Jeśli chodzi o ten ostatni, mieliśmy do wyboru rakiety francuskie z nowoczesnym systemem naprowadzania i dość już stary, nieprzystający do jakości rakiet rosyjskich amerykański system Patriot. Co wybraliśmy? System Patriot, oczywiście.

Zakupy helikopterów były nie mniej dziwaczne. Mając na stole oferty trzech firm, spośród których dwie mają swoje fabryki w Polsce i produkują helikoptery cenione na całym świecie, wybraliśmy tę trzecią firmę, która obiecuje sklecić w okolicach Łodzi zwykłą montownię helikopterów. O jakości uzbrojenia nie ma nawet co dyskutować. Ta odrzucona oferta to między innymi helikoptery Black Hawk, które w ilości około 3000 sztuk służą w 28 armiach świata. Wybraliśmy francuskie Caracal, które latają głównie w armiach afrykańskich, a całkowita liczba maszyn wykorzystywanych w celach wojskowych nie przekracza setki.

I wreszcie zakupy w sklepie z łodziami podwodnymi: do wyboru francuskie łodzie z niezłym uzbrojeniem i programem offsetowym oraz łodzie niemieckie uzbrojone w pociski istniejące tylko na papierze. Co wybraliśmy? No właśnie, chyba nie muszę pisać... Żadnego offsetu, żadnych fabryk w Polsce, mierna wartość obronna. Zapewniliśmy za to miejsca pracy kilku setkom obywateli Stanów Zjednoczonych, Francji i Niemiec dokładając się do zwiększenia ich PKB. Słowem – kuriozum.

To teraz o korzyściach i logice, która kazała wyboru takiego dokonać. Po pierwsze, Francuzi wycofali swoje wątpliwości dotyczące wyboru Donalda Tuska na Przewodniczącego Rady Europy. Po drugie, Niemcy kandydaturę Tuska mocno wsparli. Po trzecie, Amerykanie tradycyjnie też coś dostali – i tradycyjnie zagrają nam zapewne na nosie. W grze jest też kwestia zbudowanych dla Rosjan francuskich Mistrali. Zakup helikopterów wydaje się pokrywać straty francuskiej zbrojeniówki związane z zerwaniem kontraktu na dwa okręty desantowe. Z drugiej strony, może lepiej byłoby odkupić od Francuzów Mistrale, a przy wyborze helikopterów kierować się jednak względami militarnymi, a nie politycznymi?

Najwyraźniej polityczne ambicje kilku powoli starzejących się polityków okazały się jednak kluczowe dla losów polskiej armii. Donald Tusk wdrapał się na stołek o jakim zapewne nawet nie śnił, Prezydent Komorowski pozwolił poklepać się po ramieniu na pokładzie amerykańskiego niszczyciela rakietowego i wykorzystał rządowy przetarg na potrzeby własnej kampanii wyborczej. Sojusznicy zadowoleni! Wojskowi zdumieni! A Polska gospodarka i przemysł zbrojeniowy? Oj, z tym pytaniem chyba się zagalopowałem. W skrócie – wszystko to jakoś cholernie smutne...
Trwa ładowanie komentarzy...