Andrzej Duda mówi po angielsku. Ewa Kopacz milczy po angielsku.

Rzecznik rządu – nowa twarz partii władzy, ikona jakościowej zmiany platformianej retoryki – wspiął się na wyżyny dowcipu i przenikliwości. Mniej więcej 120 godzin po zaprzysiężeniu Andrzeja Dudy na urząd Prezydenta RP wygarnął następcy Bronisława Komorowskiego, że wciąż nie spotkał się ani z Barackiem Obamą, ani Angelą Merkel, natomiast odwiedził rodaków na Święcie Kaszy.


Być może rzecznik rządu o kilku sprawach zapomniał, a może ich po prostu nie rozumie. Po pierwsze, Andrzej Duda został wybrany na urząd Prezydenta RP nie głosami Obamy i Merkel, ale głosami milionów Polaków – również i tych, którzy zorganizowali tak wyszydzane przez rzecznika Święto Kaszy.

To, że Prezydent RP – zgodnie ze swoimi przedwyborczymi obietnicami – w pierwszej kolejności spotyka się z Polakami w gminach, których przed wyborami nie zdążył odwiedzić, świadczy jedynie o klasie polityka i jego odpowiedzialności za dane słowo.

Po drugie, kalendarz wizyt zagranicznych Prezydenta RP nie jest układany z piątku na poniedziałek, lecz wymaga staranności w stosunkach wzajemnych i troski o zgodność z zasadami protokołu dyplomatycznego (nie mówiąc już o kwestii prowadzenia spójnej i przemyślanej polityki zagranicznej), a część kalendarza przejmuje się od ustępującego Prezydenta. Bronisław Komorowski spotkań takich najwyraźniej nie planował.

Po trzecie, wszelkie doniesienia medialne, a zapewne już za moment wyniki audytu Kancelarii Prezydenta RP, mówią o niemal zerowym stanie budżetu pozostawionego Andrzejowi Dudzie przez Bronisława Komorowskiego. Niestety polityk obozu władzy może jeszcze nie wiedzieć, że organizacja spotkań na szczeblu prezydenckim wymaga czegoś więcej niż tylko zakupienia biletu lotniczego i rezerwacji miejsca w hotelu.

Po czwarte wreszcie, mam głębokie przeświadczenie, że polityka zagraniczna Andrzeja Dudy wiązać się będzie z jakościową zmianą i uznaniem pozycji przywódcy Polski w świecie. Już sam fakt biegłej znajomości angielskiego odróżnia obecnego Prezydenta od Bronisława Komorowskiego i Donalda Tuska, którzy urządzali sobie warte ponad 2 miliony złotych każda, wycieczki krajoznawcze do Japonii i Peru, a jedynym efektem ich wojaży były uśmiechy na fotografiach, pamiątkowe gadżety i setki uszczypliwych memów w internecie. Z jednej strony mamy więc sprawnie posługującego się językami obcymi Prezydenta Andrzeja Dudę, a z drugiej – polityków Platformy, którzy – niczym Ewa Kopacz – nerwowo rozglądają się wokół siebie, gdy tylko ktoś zwróci się do nich w „lengłydżu”.

A tak już na marginesie. Pierwszą wizytę zagraniczną Bronisław Komorowski odbył miesiąc po przejęciu obowiązków głowy państwa. Gdzie pojechał? Do Moskwy.
Trwa ładowanie komentarzy...